Monday, 7 November 2011

Nabytki

To nie miał być blog o robieniu zakupów, ale póki co nic innego ciekawego nie robiłam.

Chciałam się pochwalić dwoma nabytkami, a raczej wyrazić radość i zadowolenie z nich.

1. BeautyBlender
Drogi, ale rzecz zdecydowanie warta polecenia. Jest mega różnica między nim, a zwykłą gąbką czy pędzlem do podkładu. Twarz wygląda jakbym nie miała podkładu w ogóle, za to wszystko jest równiutko zamaskowane. Dodam, że ostatnio moja cera przechodzi okres załamania i twarz mam w jakiś syfach, a wczoraj dziecko się wkurzyło i zaczęło przy nich babrac, wiadomo z jakim efektem. Wszystko ślicznie przykryte podkładem dzisiaj.

Aha, mój podkład to MaxFactor Ageless Elixir. Ja jestem z niego bardzo zadowolona, a ostatnio jak spotkałam kumpelę i zaczęłyśmy rozmawiać o podkładach to jej pierwsza reakcja była "to ty używasz podkładu?". Po czym jak powiedziałam jej, że tak, bo mam masakrę na twarzy to stwierdziła, że "no co ty, przecież masz super cerę!". Więc to chyba dobrze świadczy o podkładzie, bo prawda jest taka, że mam cerę mieszaną i zawsze mam jakieś syfy na twarzy (a ostatnie miesiące to jest masakra).



2. Nowa paletka cieni
Super jakość, bez porównania do moich starych. Nic się nie sypie, przepiękne kolory. Na pewno dokupię jeszcze, bo nie ma fioletu (jest róż i ceglane, ale nie ma fioletowo-szarego, takiego jaki lubię). Niemniej jednak dużo superowych kolorów. Wydałam na nie więcej niż bym wydała normalnie, ale warto było.

1 comment: